Lubuskie Forum Akwarystyczne

Pełna wersja: Płyn Lugola
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3
W aptekach można (choć trzeba się baaardzo postarać, np. przez internet) kupić wodny roztwór jodu, czyli tzw. płyn Lugola. Pytanie ile na jaką pojemność tego preparatu można bezpiecznie dodać, aby sprawić przyjemność koralowcom?
A co masz koralowce z Ukrainy? Oczko Ja jak pamiętam dobrze to dziabnąłem pięćdziesiątkę raz w życiu.
Z tego co wyczytałem to jedna kropla na 100 l. W aptekach stacjonarnych jest na receptę i jest to lek robiony.
Kolegi żona wyceniła mi coś takiego na chyba 9 zł na receptę, bez recepty około 4-5 razy drożej.
Ale bez problemu można kupić w aptece internetowej. Zamawiałem 9 szt ale zostało mi jeszcze 5 opakowań. Musiałem zamówić więcej bo było ograniczenie minimalnej kwoty zamówienia.
Dzięki, właśnie doczytałem w wątku Rafała. Faktycznie robią na miejscu, ale tylko w tych aptekach, które przygotowują leki. W ZG nie tak prosto, ale w necie jest wszystkoUśmiech

Adam napisał(a):A co masz koralowce z Ukrainy?

Wodny roztwór jodu - to brzmi dumnie! Płyn z naszego dzieciństwa nieco dziecinnie, ale to to samoUśmiech
http://pl.wikipedia.org/wiki/Płyn_Lugola
Nie rozumiem tylko pazerności firm, które sprzedają ten sam płyn lugola jako preparat do akwarium i wyceniają to z marżą w okolicach 1400%.
Przecież gdyby kosztowało to 10 zł (czyli i tak z ponad 100% przebitką) nikt nie szukał by tego w aptece.
Mario napisał(a):Nie rozumiem tylko pazerności firm, które sprzedają ten sam płyn

A ja świetnie rozumiemOczko Zarabianie na cudzej naiwności to jeden z najprostszych pomysłów na biznes. Czy uczciwy? Na to różnie można patrzeć. W krajach Wschodu uważają, że jakeś głupi, to dobrze, że zostałeś oszukany. Należało się i może następnym razem zmądrzejesz. Ja tak do końca nie uważam i praktyki takie mnie mierżą. Jednak trzeba być realistą - spotykasz się z tym samym, jak firma telekomunikacyjna dzwoni zaproponować Ci darmowy tabletOczko Jednym z najbardziej bajecznych tego typu pomysłów była sprzedaż soli kuchennej (NaCl) jako "środka wspomagającego palenie się węgla". Było to dobre 100 lat temu, bodaj w jakimś dziś dobrze rozwiniętym kraju europejskim. Patent polegał na tym, że sód barwi płomień na żółto-pomarańczowo (z kolorami u mnie słabo), sprawiając wrażenie mocniejszego płomienia. Jednak efekt energetyczny nie ulega zmianie. Podobno firma nieco zarobiła zanim się ludzie połapali, że znacznie "słoniej" niż normalnie płacą za zwykłą sólUśmiech
bartesta napisał(a):Zarabianie na cudzej naiwności to jeden z najprostszych pomysłów na biznes

E tam - delikatnie się z tobą Bartku nie zgodzęOczko Ponieważ od idei do pieniądza na koncie jest jeszcze produkcja, promocja, dystrybucja i ryzyko związane z tym, że się jednak produkt nie przyjmie. 99% populacji na myśl o ryzyku mówi sobie, że nie warto, a jak patrzą potem na takiego, który to zrobił to mówią, że to cwaniakUśmiech

Jeżeli Mario uważasz, że to taki dobry biznes, 1400% dla mnie to szok marża, to chcesz mi powiedzieć, że nie zaczniesz tego robić z powodów moralnychDuży uśmiech.

Prawda jest taka, że trzeba to wyprodukować dostarczyć i ponieść ryzyko i za to ryzyko się płaci temu co je podejmuje.

To samo można powiedzieć o karmach, witaminach, uzdatniaczach itp, kwasach itp. Nawet ryby, w Brazylii kosztują grosze, ale to ryzykowny biznes i marża się należy.
W dodatku sam roztwór ma raptem kilka tygodni ważności.
Adam napisał(a):Jeżeli Mario uważasz, że to taki dobry biznes....
Nie uważam tego za dobry biznes. Dla mnie jest to zwykła pazerność i wykorzystywanie ludzkiej niewiedzy.
Ja osobiście nie nadaję się do prowadzenia biznesu. Zawsze miałem problem z ustaleniem uczciwej marży. Nie raz przez to straciłem swoje pieniądze i czas. I przypadki takie niczego mnie nie nauczyły. Bo "żyłkę handlarza" albo się ma albo nie.
Adam napisał(a):99% populacji na myśl o ryzyku mówi sobie, że nie warto, a jak patrzą potem na takiego, który to zrobił to mówią, że to cwaniak

Moralność w biznesie to ciekawy choć nieco offtopowy tematUśmiech

Ja szanuję ludzi, którzy mają odwagę ponieść ryzyko inwestycji i mam dlatego poważanie dla osób zajmujących się biznesem. Trzeba mieć odwagę, wiedzę, zdolności, zaryzykować własnym majątkiem. Jednak czym innym jest organizacja wydobycia, składowania, transportu, hurtu, detalu i marketingu soli kamiennej, a czym innym sprzedawanie jej jako "polepszacza palenia", czym oczywiście nie jest. Podobnie jak tablet w sieci telekomunikacyjnej nie jest za złotówkę, a minuty darmowe. Mówienie nie prawdy to jest kłamstwo. ZawszeUśmiech Nawet jeśli na tym się zarabia. I tu mój szacunek się kończy.

Innym zagadnieniem jest to, że towar ma taką cenę, za jaką się sprzeda. Mi tym razem się udało, kupiłem płyn Lugola, a nie "specjalistyczny preparat z jodem", choć nie mam ryb z Ukrainy. Jeśli zamierzasz bezkrytycznie wspierać wolny biznes to zapraszam, kto bogatemu zabroni! Klient także ryzykuje tylko i aż własne pieniądzeUśmiech
Norrden napisał(a):W dodatku sam roztwór ma raptem kilka tygodni ważności.
Tego nie wiedziałem. A jak się liczy termin przydatności? Od daty produkcji, czy otworzenia opakowania?
Czytałem, że niektórzy zamiast płynu lugola dają też jodynę. Nie wgryzałem się w temat głębiej, skoro mam płyn.
bartesta napisał(a):Jeśli zamierzasz bezkrytycznie wspierać wolny biznes to zapraszam, kto bogatemu zabroni!

Wolny rynek wspieram, kłamstwa nie. Sprzedawanie g. w lukrze udającego pączki to nie moja specjalnośćOczko , a zarabiania się nie brzydzęUśmiech
W Świebodzinie można kupić wodny roztwór jodu(inaczej płyn lugola) za 7 zł z terminem odbioru na drugi dzień.Nie wszyscy chcą zarabiać 1400%.
Osobiście uważam ,że małą łyżeczką lepiej się człowiek naje niż chochlą
Adam napisał(a):Wolny rynek wspieram, kłamstwa nie. Sprzedawanie g. w lukrze udającego pączki to nie moja specjalność , a zarabiania się nie brzydzę

Ładnie powiedziane. Z tego wynika, że tych 1400% też byś nie wziął. I dobrze.

robert napisał(a):Osobiście uważam ,że małą łyżeczką lepij się człowiek naje niż chochlą

Też ładnie powiedzianeUśmiech

Mario napisał(a):Tego nie wiedziałem. A jak się liczy termin przydatności? Od daty produkcji, czy otworzenia opakowania?

Właśnie. A co, jeśli na opakowaniu nie ma terminu przydatności?
Skoro kupujesz preparat przygotowywany w aptece, to pewnie ten termin liczy się od daty przygotowanie go. Pytanie tylko, jaki dokładnie jest termin przydatności "do spożycia"?
bartesta napisał(a):Z tego wynika, że tych 1400% też byś nie wziął. I dobrze.

Wziąłbym bez skrupułów, tylko na opakowaniu bym napisał roztwór jodu, a nie np krem na zmarszczki dla kobiet po 40stceDuży uśmiech Jeśli się klienta nie oszukuje a on chce zapłacić to krzywdy nie ma.
Stron: 1 2 3
Przekierowanie