Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Arapaima i jej połów...
#1
Arapaima- ryba, która mnie od zawsze fascynuje, żywa skamielina, piękna, drapieżna... Niestety od dość długiego czasu dostępna również do kupienia w sklepach akwarystycznych. To dramat, tej wielkości rybę posiadać w akwarium- kilku takich "posiadaczy" bo akwarystami ich nazwać nie można na kilku forach było...Przykre.

Od jakiegoś czasu są wprowadzane również zakazy jej połowów. Więcej w artykule- zapraszam, warto:

http://podroze.onet.pl/przyroda/ryba-ara...ngli/h7601
Odpowiedz
#2
Piekna ryba Smile Jako wędkarz bez wachania podjął bym walke z tym potworem Big Grin ale jako że mięsiarz ze mnie nie jest i jakieś sumienie posiadam, spróbowac mięsa chętnie bym spróbował ale na pewno nie za cene wyginięcia gatunku !!
Odpowiedz
#3
Dobrze prawisz Majkelu...aż serce człowiekowi się ściska, jak patrzy na to co ludzie potrafią zrobić z naturalnym środowiskiem. Wiadomym jest to, ze gdzieś to naturalna kolej rzeczy, że to i owo może się skończyć, ale my ludzie mamy świadomość, możliwość myślenia, przewidywania i...
Wiadomo, że mięsa taka 200cm arapaima da dla niejednej rodziny, ale jakoś Indianie jej nie wytępili przez tyle lat...
Odpowiedz
#4
marcinsz30 napisał(a):ale jakoś Indianie jej nie wytępili przez tyle lat...
Bo tym się Indianie różnią, że ze środowiska korzystają a nie wykorzystują.
Wczoraj obejrzałem jakiś film o indiańcach. lektor był rosyjski to i wiele zrozumiałem. Przynosi taki jeden krokodylka a drugi ogląda i ze znawstwem mówi, że mały jeszcze ale za dwa trzy miesiące można już jeść.
Ląduje w ogrodzeniu gdzie są inne większe krokodyle.
Człek cywilizacyjny taką zdobycz to na pniu by sprzedał, zeżarł etc...
W artukule który poleciłeś, gdyby nie ustalony wymiar ochronny jak można przeczytać to i znacznie mniejsze egzemplarze też pewnie by brali. Aby jak najwięcej.
Indianie jak się okazuje, nie żrą wszystkiego co im w łapy wpadnie. Zostawiają w spokoju osobniki znacznie mniejsze mając świadomość korzystania ze swego terenu łowieckiego przez długi czas i prowadzą pewien tryb diety "urozmaiconej" polując planowo na różne zwierzęta tak, by nie przerzedzić jednego gatunku tylko dlatego, że akurat najlepiej smakuje.
marcinsz30 napisał(a):ale my ludzie mamy świadomość, możliwość myślenia, przewidywania i
Jak widzisz, człowiek cywilizacyjny i przewidywalne myślenie nie zawsze idą w parze.
Odpowiedz
#5
Akwariarz napisał(a):Bo tym się Indianie różnią, że ze środowiska korzystają a nie wykorzystują.

Tym razem stanę w pewnej opozycji. Otóż uważam, że zjedzenie krokodyla 2 miesiące później nie jest dowodem na umiejętność "korzystania" ze środowiska, a nie "wykorzystywania" go. Indianie nie żrą (nie żarli) wszystkiego, co im wpadło w łapy, bo było ich za mało, aby mogli zeżreć wszystko. Dlatego mogli sobie pozwolić na wypuszczenie małego krokodylasa i zeżarcie większego, że pływają u nich i taki i takie. Umiejętność "zachowania populacji" zwierząt wynikała w dużej mierze z małej konkurencji o pożywienie. Zostawiając krokodyla nie mieli obawy, że ktoś go zeżre, a nawet jeśli, to w swoim czasie złapią następnego. Jest wiele dowodów na to, że mniej cywilizowane cywilizacje prowadziły gospodarkę rabunkową. Nasz zachwyt nad ich "ekologicznością" polega na tym, że taka osada narobiwszy wokół siebie bałaganu przenosiła się nieco dalej i robiła nowy bałagan. Stary bałagan zarastał i się utylizował. Problem współczesnej cywilizacji globalnej polega na tym, że nie mamy lasku kawałek dalej, do którego możemy się w razie czego przenieść zasypując obecny grajdołek. Musimy więc szukać innych sposobów. Oczywiście nierówna globalnie dystrybucja żywności jest zagadnieniem na inne opowiadanie.
pozdrawiam, bartesta
[Słonina - 346 + 96 litrów]
Odpowiedz
#6
bartesta napisał(a):Nasz zachwyt nad ich "ekologicznością" polega na tym, że taka osada narobiwszy wokół siebie bałaganu przenosiła się nieco dalej i robiła nowy bałagan
Toteż i nie błędnie pojmowany nasz zachwyt nad ich gospodarnością,ekologicznością i miłością do natury jak to nie raz można obejrzeć, przeczytać, mam na myśli.
Małe proste plemiona dżungli ze zwierzyny nie mogły ogołocić tylko dlatego że technologicznie i liczebnie nie byli w stanie. Jednak, według naszej mentalności gdyby mieli możliwość, to pewnie by to zrobili ?
Owszem państwa indiańskie będące cywilizacją wiele się od naszej nie różniły. I w takim sensie jak najbardziej się zgodzę. Charakter państwa to znacznie większa populacja i problemy z wyżywieniem związane. Jakakolwiek forma rolnictwa i hodowli to wówczas zwykła potrzeba państwa i niszczenie/wyjaławianie eksterminowanie fauny i flory idzie w parze co nie raz prowadziło do upadku takich cywilizacji jak choćby Majowie.
Widocznie powinienem był uściślić więc posłużę się przykładem z dalekiej północy Ameryki i Indian hasających wówczas po prerii.
Dopóki nie znali koni to polowali na bizony na piechotę. Jak dosiedli mustangów uzyskali niewiarygodną przewagę w zdobywaniu żywności. Mimo to, nie przyczynili się do wytępienia bizonów. Dla nich ważna była łatwość z jaką mogli od tej pory pożywienie zdobyć i mieć więcej czasu na siedzenie przed tipi, igraszki ze smukłymi indiankami itd..Wink
Charakter cywilizacyjny polegał by zaraz na wymianie handlowej z nadwyżki łatwo uzyskanej żywności i surowców. (Czego pózniej zresztą zaczęli się uczyć)
bartesta napisał(a):Dlatego mogli sobie pozwolić na wypuszczenie małego krokodylasa i zeżarcie większego, że pływają u nich i taki i takie
Mając dość pożywienia, mogli pozwolić sobie na podchowanie krokodylka do rozmiarów kulinarnych według ich "standardów". Podchowanie na tak małą skalę jest łatwiejsze, bezpieczniejsze i mniej energochłonne niż upolowanie większego drapieżnika. Mając wybór, jedzą większe okazy a mniejsze zostawiają lub (ach ten nieszczęsny krokodylek, po ca ja o nim pisałem) hodują. Gdyby czuli niedosyt żywności i trawili wszystko co złapią, to na pewno nie czekali by aż urośnie...
Po za tym cywilizacja jakakolwiek doprowadza do pewnej sytuacji: zmienia środowisko wokół siebie i dodatkowo wprowadza monokulturę fauny i flory we własnych celach użytkowych.
Małe, zaszyte w głębi dżungli osady nie zmieniają środowiska flory i fauny ( niech ci będzie, nie są w stanie Smile) i jedyne co im zostaje to korzystać.
Do tego występują u nich granice. Mają świadomość jakiej wielkości potrzebne im terytorium łowieckie by wyżywić populację wioski.
Więc nie o tym, że chronią faunę i florę bo tak są ekologiczni tylko umiejętnie z niej korzystają miałem głównie zamiar przekazać. Że to się niechcący może przekładać na zachowanie fauny to chyba dobrze ? I nie zawsze wszystko co złapią hodują zaraz na szaszłyk. Papugi, małe gatunki małp trzymane w celach takich samych jak my rybki w akwarium to u nich norma.Smile

Pewnie, jak cywilizacja dosięgnie i te resztki małych prostych osad to wraz z fauną i ludzie tamtejsi zaczną zanikać...
Odpowiedz
#7
bartesta napisał(a):Otóż uważam, że zjedzenie krokodyla 2 miesiące później nie jest dowodem na umiejętność "korzystania" ze środowiska, a nie "wykorzystywania" go. Indianie nie żrą (nie żarli) wszystkiego, co im wpadło w łapy, bo było ich za mało, aby mogli zeżreć wszystko

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że żarli, kiedy byli głodni przede wszystkim...Nie było chłodni/mroźni, magazynów i hurtowni, żeby robili to na masową skalę i prowadzili handel globalny. Niezaprzeczalnym jest fakt, że dla pożywienia i życia ( zwierząt, roślin) mieli dużo szacunku dosłownie pojmowanego. Nie będziemy zgłębiać ich wierzeń, duchów itp. Prawdą jest to, ze niszczyli wsio wkoło siebie i zajmowali miejsce, stanowisko gdzie ziemia nie była wyjałowiona, zwierzyny więcej i dostęp do wody. I dobrze prawicie, że technologicznie i liczebnością nie mogli tego wszystkiego zniszczyć, doprowadzić do wyginięcia itp. itd.

Akwariarz napisał(a):posłużę się przykładem z dalekiej północy Ameryki i Indian hasających wówczas po prerii.
Dopóki nie znali koni to polowali na bizony na piechotę. Jak dosiedli mustangów uzyskali niewiarygodną przewagę w zdobywaniu żywności. Mimo to, nie przyczynili się do wytępienia bizonów.

Cudowny przykład Akwariarzu drogi Smile Indianie Ameryki Północnej również polowanie na bizony uskuteczniali w trakcie wędrówek tychże pięknych stworzeń - w określonym czasie. Biały człowiek z żądzą pieniądza doprowadził do wyginięcia populacji, bo...potrzebował tylko skór i rogów, za które dostawał ciężkie pieniądze. Mięso zostawało na prerii w ilościach ...ogromnego rzędu.

Akwariarz napisał(a):Pewnie, jak cywilizacja dosięgnie i te resztki małych prostych osad to wraz z fauną i ludzie tamtejsi zaczną zanikać...
i powoli zanikają niestety

Przytoczę kilka słów z mojego pisania o Pseudopimelodus bufonius:

"Nie na darmo Amazonia jest nazywana zielonymi płucami świata – amazońskie lasy wydzielają najwięcej tlenu i pochłaniają najwięcej dwutlenku węgla. Co dziesiąty opisany i znany gatunek roślin na świecie znajduje się w Amazonii, na jednym kilometrze kwadratowym potrafi tu urosnąć 75 000 gatunków drzew czy 20% ptaków całego świata! Przykłady można mnożyć , najgorszym jednak jest to, że tereny te w związku z ciągłym rozwojem populacji ludzkiej i zapotrzebowaniem na wiele surowców i składników tych lasów z każdym rokiem ulegają coraz większej degradacji."

nie to, żeby ograniczać się do otoczenia Amazonki, bo przecież Borneo, Sumatra i degradacja lasów deszczowych wraz z orangutanami to też coś o czym głośno od wielu lat na świecie...Przykladów jest wiele, Belo Monte, Borneo, Amazonka, Afryka, Antarktyda i "kopanie" w lodzie...

W Amazonii, żyje jeszcze wg FUNAI ( Fundacja ds. Indian w Brazylii) jeszcze prawie 70 plemion odizolowanych od cywilizacji!! Polecam film niestety nie po polskiemu :



Może ich lepiej zostawić w spokoju...
Odpowiedz
#8
Choć generalnie zgadzam się z Wami Panowie, to pozwolę sobie jeszcze na odrobinę dyskursu przed wigilijnym pojednaniem.

Akwariarz napisał(a):Dopóki nie znali koni to polowali na bizony na piechotę. Jak dosiedli mustangów uzyskali niewiarygodną przewagę w zdobywaniu żywności. Mimo to, nie przyczynili się do wytępienia bizonów. Dla nich ważna była łatwość z jaką mogli od tej pory pożywienie zdobyć i mieć więcej czasu na siedzenie przed tipi, igraszki ze smukłymi indiankami itd..

Ache, te Indianki - no to jest ekologia, która przemawia do mnie z całą mocą wyobraźni! Z końmi świetny przykład. Konie chyba akurat Indianie dorwali dzięki białemu człowiekowi. Podobnie jak broń palną. Otóż większość wynalazków polega na ułatwieniu życia. I tu Indianie nie byli ani odrobinę lepsi od nas. Natomiast szlachetność w obejściu z przyrodą nie ma nic wspólnego z technologią. Jedyną przyczyną indiańskiej ekologiczności była ich liczebność nie zagrażająca przyrodzie. Czy w Europie - nawet jeszcze średniowiecznej - było inaczej? Nasi przodkowie nie ustępowali w niczym Indianom w szacunku dla Matki Natury.

Dlaczego więc tak się zmieniliśmy? Bo jest nas trochę za dużo, aby stosować trójpolówkę, czy wyżywić społeczeństwo z upolowanych zajęcy i zebranych jagódek, a po zapaskudzeniu okolicy przenieść GW czy ZG parę kilometrów dalej. Nasza cywilizacja powoli przechodzi etap rabunkowego wykorzystywania zasobów naturalnych. Świadomość ich bliskiego końca zmusza nas do poszukiwania innych rozwiązań, per saldo być może bardziej ekologicznych niż "gospodarka" Indian, która polegała na upolowaniu jak najniższym kosztem tyle, ile się da zjeść i oddaniu się igraszkom. Łatwo jest potępiać w czambuł cywilizację, która liczy sobie 5 mld jednostek, borykającą się z masowym głodem i problemami z dystrybucją dóbr z garstką Indian żyjących w warunkach braku jakiegokolwiek zagrożenia egzystencji i korzystającymi z pełni praw najsilniejszej społeczności w ekosystemie (a tak żyli, dopóki nie pojawił się silniejszy, czyli biały człowiek).

Gdyby to było takie proste, zdrowe i przyjemne, to czemu po prostu wszyscy nie wrócimy do tej cywilizacji? Zero wojen, pieniędzy, nienawiści, harmonia, wzajemne poszanowanie i igraszki. Po pierwsze być może w naszej cywilizacji są rzeczy, które uważamy za tak cenne, że wolimy nieco się pomęczyć. Po drugie jako pięciomiliardowa rzesza padlibyśmy od tej ekologii jak muchy i zostałaby garstka Indian polujących dzidami na koguty. Zostałoby nas tylu, ile kogutów bylibyśmy w stanie ucapić.

Drodzy Panowie, nie namawiam do zachwytu nad naszą cywilizacją, ale do rezygnacji z zestawiania jej z z indiańską ekologią. To jak porównanie roweru z dziesięciotonową ciężarówką. I skala zjawiska i problemy inne.
pozdrawiam, bartesta
[Słonina - 346 + 96 litrów]
Odpowiedz
#9
bartesta napisał(a):Dlaczego więc tak się zmieniliśmy? Bo jest nas trochę za dużo, aby stosować trójpolówkę, czy wyżywić społeczeństwo z upolowanych zajęcy i zebranych jagódek, a po zapaskudzeniu okolicy przenieść GW czy ZG

Wszystko to prawda , a postęp cywilizacyjny jest nieunikniony i normalną koleją rzeczy. Wcale go nie potępiam waląc w czambuł Smile ( fajne zapomniane słowo- dzięki bartesta). Z drugiej jednak strony, mimo potrzeby wyżywienia już ponad 7 mld ( dane na 01.01.2013) gęb na świecie i wszystkich problemów z tym związanych warto może przystanąć choć na chwilę i zadbać o to, o co można zadbać, przeciwdziałać póki można( podkreślam póki można) temu co złe dla Matki Natury i tym samym dla nas samych? Czasami to robię i stąd moje słowa. Nie unikniemy tego co od zarania dziejów było ważne, jeżeli nie najważniejsze dla wielu, czyli pieniądza, chęci posiadania- to każdy z nas wie. Tak samo nie unikniemy postępu cywilizacyjnego- to też każdy z nas wie ( bertesta i Ty i wielu nam równych wiekiem i starszych kilka przełomów mamy za sobąWink- i to jakich)

Nie stawiam Indian, ani południowoamerykańskich, ani północnoamerykańskich jako wzór do naśladowania i cudowny przykład tego jak możemy zbawić świat żyjąc z ekologicznych gospodarstw, upraw. Chodzi o sposób ich postępowania, szacunek dla natury i stworzenia żywego. I nie chodzi też o liczby z tym związane, nie chodzi o ich rzekome lenistwo i beztroskie życie z przepaską z liścia bananowca na biodrach, albo i czasem nie Wink.
I prawdą również jest, że nie stać nas trójpolówkę, chociaż jak patrzę na liczbę ugorów w lubuskiem to mnie czasami trafia Smile... szlag ( i nie chcę zgłębiać aspektów ekonomicznych naszego województwa i poszczególnych gospodarstw rolnych)

bartesta napisał(a):Drodzy Panowie, nie namawiam do zachwytu nad naszą cywilizacją, ale do rezygnacji z zestawiania jej z z indiańską ekologią.
Porównanie powiadasz...może i porównanie, może chęć dołożenia swojej cegiełki do tego, o czym pisałem wyżej ( zatrzymanie się na chwilę), może jedno z moich zainteresowań, może też życzenie, aby zielone płuca pozostały nimi jak najdłużej, może chęć podniesienia świadomości innych ludzi... A może po prostu chęć, aby arapaima żyła jak najdłużej nie tylko na rybich farmach SmileWink
Odpowiedz
#10
marcinsz30 napisał(a):Chodzi o sposób ich postępowania, szacunek dla natury i stworzenia żywego.

I tu się w pełni zgadzamy. Nie próbuję zatem stawiać jako przykład "osiągnięć" ekologicznych dawnego Związku Radzieckiego. One powinny być przestrogą, o której każdy manipulujący przy przyrodzie inżynier powinien pamiętać. Sądzę jednak, że z uwagi na dobrze pojęty szacunek dla natury, nie chcąc jej zdemolować do końca (który byłby także naszym końcem), od pewnej inżynierii biologicznej nie uciekniemy.
pozdrawiam, bartesta
[Słonina - 346 + 96 litrów]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
[-]
Witaj
Musisz się zarejestrować aby pisać na LFA.

Login:


Hasło:





[-]
Historia forum
akwarystyczne.info - Lubuskie Forum Akwarystyczne istnieje od 11 lat
To forum powstało 08.12.2009.

[-]
Magazyn Akwarium

[-]
Reklama

>