Witaj!
LogowanieRejestracja

Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Na wesoło
23.06.2020, 19:05
Post: #3217
RE: Na wesoło
Cytat:Pewnego dnia zabrałem ze soba mojego dziadka do sklepu w centrum miasta,
aby kupić mu nową parę butów.
Zatrzymaliśmy sie, aby kupić sobie coś szybkiego do przekąszenia. Kiedy
podchodziłem do stolika, gdzie siedział dziadek, zauważyłem jak przygląda
się on nastolatkowi z nastroszonymi różnokolorowymi włosami.
Mój dziadek przyglądał mu się tak uważnie, że w końcu młody chłopak bardzo
wulgarnie odezwał się do mojego dziadka:
“Co, kurwa, stary dziadu, nigdy w życiu nie zrobiłeś niczego zwariowanego ?”
Znając mojego dziadka, szybko połknąłem kawałek pizzy, który miałem w
ustach, aby nie zakrztusić się podczas jego odpowiedzi. Nie zawiodłem się.
Bardzo spokojnie i bez zmrużenia oka odpowiedział:
“Tak. Raz się tak najebałem, że wyruchałem pawia i właśnie się zastanawiam
czy nie jesteś przypadkiem moim synem…”
Znajdź wszystkie posty użytkownika Chcę podziękować
Odpowiedz cytując ten post
Reklama (jeśli nie chcesz jej oglądać, zarejestruj się na forum!)
23.06.2020, 19:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2020 19:56 przez RazNaRok.)
Post: #3218
RE: Na wesoło
Cytat:Kulisy bitwy pod Grunwaldem.
Troszkę długie ale warto przeczytać!!!!


15 lipca 1410 roku. Wstaje świt. W lesie budzi się polski obóz. Poranny posiłek, modlitwa. Jagiełło staje przed namiotem, powiadomiony o przybyciu posłów krzyżackich.

- Panie, Wielki Mistrz, Ulrich von Jungingen, proponuje, by zamiast toczyć tu krwawa bitwę i stracić kwiat rycerstwa, wyznaczyć jednego z każdej ze stron. Niech oni stoczą pojedynek, a który z nich zwycięży, tego strona uznana zostanie za zwycięską w całej bitwie.

Po chwili namysłu Jagiełło się zgodził.

Posłowie odjechali, a Jagiełło podążył do namiotów rycerzy.

– Słuchaj Zawisza, zamiast bitwy będzie pojedynek - pójdziesz walczyć o wygrana bitwę?

– No wiesz Władek, pojutrze tak. No może jutro... Ale dziś nie dam rady. Rozumiesz, imprezka była, daliśmy czadu no i ... Po prostu nie dam rady...

Król udał się wiec do kolejnego rycerza:

– Powala, pójdziesz walczyć w pojedynku o wygraną bitwę?

– Sorki Władek, wczoraj była imprezka u Zawiszy. Daliśmy czadu no i wiesz.... Pojutrze spoko, dziś nie dam po prostu rady....

Udał się wiec Jagiełło do kolejnego namiotu:

– Zbyszko, pójdziesz walczyć´ o wygrana bitwę?

– Królu zloty, nie dam rady. Była imprezka ..

– Tak, tak, wiem - u Zawiszy. Kto jeszcze tam był?

– No chyba wszyscy...

– Zwołaj wojska, niech się ustawia w szeregu pod lasem..

Stanęło wiec polskie wojsko pod lasem, naprzeciw król.

– Słuchajcie, będzie pojedynek o wygrana bitwę. Czy ktoś z was jest w stanie stanąć do niego?

Siedzą rycerze w kulbakach, każdy łypie na drugiego, głowy pospuszczali. Nikt nie chce...

Nagle słychać´:

– Ja! Ja! Ja chce!!! Ja pójdę!!!

Rozglądają się i widza - stary dziad z broda do pasa, ubrany w jakiś taki jutowy worek, łachmany.

- Rany Boskie, nie ma nikogo innego????

No i nikogo innego nie było.

Dali wiec dziadkowi długi dwuręczny miecz. Idzie dziadek przez pole, miecza nie dal rady dźwignąć wiec ciągnie go za sobą....

Patrzą Polacy, a z przeciwnej strony wyjeżdża na koniu wielkim jak stodoła zakuty cały w lśniącą zbroje wielki jak dąb rycerz.

Jagiełło chwyta się za głowę i jęczy, a Polacy wrzeszczą:

– Dziaaaadeeeeek !!! W nooooogiiiiii !!! W noooooogggiiiiiiiiiiiiiii !!!

Rycerz niemiecki jednak już ruszył, dopadł dziadka, który w ogóle nie zamierzał uciekać, podniósł się tuman kurzu. Nic nie widać tylko jakieś takie jęki słychać.

Po chwili wiatr oczyścił pole z pyłu. Patrzą Polacy, a tam koń bez nóg, Krzyżak bez nóg, a dziadek stoi i trzęsącą się ręka trzyma miecz na gardle Niemca. I mówi:

– Masz szczęście ch.., ze krzyczeli "w nogi", bo bym ci łeb upier...!!!


.png  Screenshot_2020-06-23 Humor - Strona 4 - PoBitwie pl - forum.png (Rozmiar: 563,94 KB / Pobrań: 101)


Cytat:Autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum, musiałem się tym podzielić. Z dedykacją dla wszystkich którzy chcą kupić kotka swojej drugiej połowie Duży uśmiech Duży uśmiech
(Uwaga! Pisownia oryginalna bez cenzury.)

Czy ta historia może być prawdziwa?
Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.

Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo - wąż.

Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja pier dolę. Nie ni chuja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest kur wa za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut - oż kur wa, no to nie mogło mi się zdawać - coś ciężkiego poszło w pion. Kur wa, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot kur wa popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.

Lecę kur wa na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale ch uj, najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham - coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury - miauczy - jest, kur wa, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch uj, przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za chuja trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.

Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni chuja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten kur wa głąb zamiast przyjść do mnie to kur wa chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No poje bało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni chuja, uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem.

Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla - geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało. Wbiegam do piwnicy i kur wa koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w ch uj i kota też nie słychać już. Ja pier dolę. Kur wa, gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów - może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.

Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery - najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło, aż zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam - ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. Kur wa, mam w aucie, chu jowa, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja pier dolę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w piz du. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie wpier dolił, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, kur wa, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ch uj złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu kur wa powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w ch uj, pacanie.
Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.

Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Kur wa, drugi sąsiad przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa - kur wa, ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma chuja, to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego skurwiela dalej nie wylało z kąpielą. Kur wa mać, urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - w ch uj - jak się to gdzieś przytka, to będę miał przejebane. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten pierdolony dekiel. Wchodzę - a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pierdolę! Jak on kur wa wyszedł, którędy? Ano kur wa wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja kur wa stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebię. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Kur wa mać. Przynajmniej kuleje.

Straty: zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy - poszedł w ch uj, latarka - w ch uj, pogrzebacz w ch uj. Afera na ulicy jak ch uj.


Gdy bawiliśmy się w czterech pancernych...
Rosjanie i NRD (stasi - kinderarmee):


.png  Screenshot_2020-06-23 stasi kinder panzer – Szukaj w Google.png (Rozmiar: 407,1 KB / Pobrań: 97)


.png  Screenshot_2020-06-23 stasi kinder panzer – Szukaj w Google(1).png (Rozmiar: 441,07 KB / Pobrań: 94)
Znajdź wszystkie posty użytkownika Chcę podziękować
Odpowiedz cytując ten post
27.06.2020, 22:53
Post: #3219
RE: Na wesoło
[Obrazek: 1593182284_alz1w0_600.jpg]
Znajdź wszystkie posty użytkownika Chcę podziękować
Odpowiedz cytując ten post
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
przemx23 (29.06.2020)
30.06.2020, 22:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2020 22:47 przez RazNaRok.)
Post: #3220
RE: Na wesoło
   

   

No a na koniec coś extra...
tak by zbytnio nie odbiegać o tematyki forum Szczęśliwy


.png  AkwariumPoBitwie.png (Rozmiar: 290,49 KB / Pobrań: 61)
Znajdź wszystkie posty użytkownika Chcę podziękować
Odpowiedz cytując ten post
06.07.2020, 22:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2020 22:53 przez Arturro.)
Post: #3221
RE: Na wesoło
Takiego kabaretu to już dawno nie widziałem.. naprawdę liga światowa Uśmiech
   

rafoholik Zdziwko
Znajdź wszystkie posty użytkownika Chcę podziękować
Odpowiedz cytując ten post
10.07.2020, 16:49
Post: #3222
RE: Na wesoło
Świeże macie muchy? - Z dzisiejszej pajęczynki. - To dla mnie też...
Moja mucha! - A mucha! - Na dziko? - Na dziko!

   
Znajdź wszystkie posty użytkownika Chcę podziękować
Odpowiedz cytując ten post
11.07.2020, 20:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2020 20:37 przez RazNaRok.)
Post: #3223
RE: Na wesoło
Ona. Wróciła z pracy do domu i poszła wziąć natrysk...:
- KOCHANIE!!! boli cię brzuszek, masz zaparcie ?!? Dać ci coś na trawienie !?!
- Nie kotku, a czemu pytasz ?!?
- No widzę że lewatywę sobie robiłeś...

   

K,odqwnjkzotqsntexotqwotq=,f,021_o8_orig
Znajdź wszystkie posty użytkownika Chcę podziękować
Odpowiedz cytując ten post

Odpowiedz 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Mistrzostwa Świata 2014 na wesoło :) marcinsz30 47 26 288 12.12.2014 10:08
Ostatni post: tchnb

Skocz do:



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Polskie tłumaczenie © 2007-2020 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2020 MyBB Group.
Elementy graficzne wykonane przez Polski Support MyBB.
Kodowanie i obsługa techniczna: TIserwis.pl.